O konieczności nauki - katecheza

Pewien student Tomek chciał zamieścić artykuł w jednej z polskich gazet. Wysłał tekst do redakcji z nadzieją, że zostanie opublikowany. Tymczasem redaktor napisał mu w odpowiedzi, że przykro mu, ale Tomek musi jeszcze dużo popracować, aby zamieścić artykuł w gazecie. Tomek był zdenerwowany. Był taki dumny, a tu masz ci los. Nic z tego.

Jak myślicie, co zrobił? Pogniewał się na redaktora? Tupał nogami na niego? Buczał zawiedziony? Rzucił pisanie artykułów? Oczywiście, że nie. Wziął się do jeszcze bardziej wytężonej nauki. Więcej czytał, więcej pisał, nie unikał dyktand. Coraz piękniej się wypowiadał w języku ojczystym, a to, co pisał, przykuwało uwagę innych. Po kilku latach wytężonej pracy redaktor zamawia u niego teksty do dziennika, a koledzy i koleżanki Tomka podziwiają go.

Podobnie było w życiu Karola Wojtyły. Nikt go do nauki nie przymuszał. Sam zrozumiał, że im człowiek więcej wie, tym łatwiej będzie miał w przyszłości. A nie były to łatwe czasy na naukę, gdyż panowała okupacja hitlerowska. Trzeba było odwagi, aby po kryjomu uczęszczać do teatru i uczyć się na pamięć chociażby takiego dzieła jak „Antygona”. Karol Wojtyła zdawał sobie sprawę z tego, że każdy z nas ma jakiś swój krzyż, który musi wziąć na ramiona. Ale po udźwignięciu tego krzyża pojawia się poranek chwały i radości. Dla Rodziców jest to trud zdobywania pieniędzy na nasze utrzymanie, a dla nas jest to obowiązek uczenia się i dobywania wiedzy. Każdy z nas powinien pracować. Z pracy zwolniony jest tylko ten, kto choruje. Ktoś powie: „A jeśli jestem chory na lenia?”. Ale czy choroba „na lenia” zwalnia nas z nauki? Życie jest jak mieszanina pisaku z cukrem. Uczenie się pomaga nam być w życiu roztropną mrówką, która wybiera cukier, a pozostawia piasek. Karol Wojtyła pilnie się uczył. Później podziwiał go i słuchał – jako biskupa i papieża Jana Pawła II – cały świat. Życzę Wam, abyście starali się być pożytecznymi mrówkami i naśladowali Karola Wojtyłę.

Ks. Damian Kurek